Chytry wydawca

Chytry wydawca - Kim jest? Co robi? Co się kryje pod tym tajemniczym określeniem?

Za nami wpis o tym dlaczego muzyk potrzebuje wydawcy? O którym więcej przeczytasz, pod tym LINKIEM Teraz chciałbym skupić się na tematyce po części powiązanej. Roboczo nazwałem ten wpis Chytry wydawca - Kim jest? Co robi? Co się kryje pod tym tajemniczym określeniem? Chytry wydawca jest to, mówiąc kolokwialnie cwaniaczek mniejszy bądź większy, który bazuje na niewiedzy Artystów. Przed czym chciałbym przestrzec, lub po prostu utrwalić. Akurat ten temat, jest z naszego punktu widzenia bardzo istotny, ponieważ z platformą PIBEEP wyeliminowaliśmy taki proceder do ZERA. Jednak nasza idea i motyw przewodni skierowany do Artystów to:

100% wolności twórczej

100% praw autorskich 

100% praw do własnego wizerunku

Do celu, Chytry wydawca zwykle wybiera za swój cel muzyka nieposiadającego dorobku muzycznego, lub posiadający nawet minimalny dorobek muzyczny. Artyści, którzy tworzyli muzykę np. do filmu niskobudżetowego, lub po koncercie udzielili wywiadu w telewizji bądź w prasie, lub po prostu muzyk udostępnił swoje nagrania na spotify, soundcloud czy innych platformach streamingowych. Intuicja, doświadczenie Chytrusa pozwala mu na wyhaczanie muzyków z tak zwanym potencjałem.

Idealny cel chytrusa to muzyk, który jest już na scenie, ale jeszcze nie ma wydawcy, no a na pewno nie ma prawnika, który przeanalizowałby dokumenty. Innymi słowy, muzyk, już ukształtowany, lecz taki, który nie posiada doświadczenia związanego z działaniem szeroko pojętej branży muzycznej. 

Rozłóżmy chytruska na czynniki pierwsze.

Załóżmy, że jestem muzykiem, otrzymuje e-maila, telefon czy zaczepił mnie na instagramie ktoś z nie wielkiej, ale dobrze zapowiadającej się wytwórni muzycznej, z propozycją współpracy. Pada wiele obietnic, chytrus przedstawia mi szeroko pojęte plany związane z moją twórczością muzyczną, padają konkretne propozycje związane ze współpracą z super agencjami reklamowymi, innymi producentami, wywiady w telewizji, prasie. Itd. W zamian za ten świetny deal Chytry wydawca proponuje mi przykładowo 60% a sobie 40% udziałów na wszystko, co się wiąże z moją muzyką. Jak wiadomo od dawna, rynek muzyczny jest dość specyficzny, wydawca chytrusek nie chce, żeby moją muzyką zarządzał ktoś inny poza nim, dlatego proponuje mi kontrakt, na wyłączność. Z mojej perspektywy wygląda to na dobry układ, mieć takiego anioła, który będzie promował moją muzykę. Co prawda 40 procent to spory kawałek tortu, ale zrobi mi robotę, o której nie miałem pojęcia do tej pory i jeszcze to za mnie zrobi. Zapowiada się kolorowo.

Podpisuję umowę z chytrusem i wszyscy są szczęśliwi?

W tym momencie musimy być bardzo ostrożni. Otóż jedno sformułowanie w umowie może zmienić Twoją przygodę muzyczną w koszmar „Od razu zastrzegam, nie jestem prawnikiem dlatego, aby uzyskać precyzyjną opinię odnośnie warunków w umowie, poradźcie się prawnika, lub radcy prawnego” wracając do tematu Artyście, który stworzył utwór, przysługują autorskie prawa majątkowe, którymi może swobodnie dysponować i tym samym w drodze umowy przenieść je na osobę trzecią, czyli np. na chytrego wydawcę. Strony, czyli Artysta i Chytrusek w zasadzie mogą w sposób dowolny kształtować postanowienia wiążącej je umowy. Może to oznaczać, że oddajesz swoje prawa chytruskowi na wszelkich polach eksploatacji, dodatkowo dajesz mu zgodę na tworzenie a później odsprzedawanie przeróbek twojego utworu.

Zgodnie z umową 60% kasy, którą zarobisz na Twoim utworze, do Ciebie wraca. Załóżmy, że ja jako chytry wydawca wyceniam Twój utwór do wykorzystania np. w reklamie na 10000 zł, możesz pomyśleć: Łał spora sumka, no ale z punktu widzenia producenta reklamy jednorazowy koszt wykorzystania Twojego utworu może być, delikatnie mówiąc, za drogie. 

Wtedy Chytry wydawca wkracza do akcji i proponuje Reklamodawcy cover twojego utworu zagrany przez innych muzyków za jedyne 1000zł.

 Jak myślisz którą opcję wybierze reklamodawca?

Ok, Chytrusek sprzedał twój cover, a ty idziesz co prawda nie po 6000zł tylko po 600zł i dowiadujesz się, że nic Ci się nie należy. 

Utwór teoretycznie Twój jest przerobiony, a chytrusek ma do tego pełne prawa i to zgodnie z umową. Ciebie dotyczy tylko oryginalna wersja Twojego utworu, a co Ci się uda z tego wycisnąć to Twoje, mało tego jeżeli Chytry wydawca ma Cię na wyłączność lub zainwestował w Twoją twórczość kasę, musisz sobie radzić z tym sam a wyjście od chytruska z sideł kosztować Cię może całą górę pieniędzy. 

Teraz pojawia się pytanie… Czy rzeczywiście potrzebowałem wydawcy? O tym na koniec.

Chytry wydawca, widząc Twoje niezadowolenie z tej jakże owocnej współpracy, postanawia sprzedać swoje prawa innemu wydawcy, (aby oczyścić atmosferę) który, może, ale nie musi powtórzyć model biznesowy Chytruska z Tobą tylko na większą skalę. Przecież widzisz, że współpraca wam się nie układa a Chytrus jest oburzony Twoim bulwersem, bo przecież nie doceniasz jego starań. A tak w nawiasie na pewno znasz lub słyszałeś historie, w których znany muzyk zmienia nazwę, jak myślisz dlaczego?

Możesz się również uwolnić z sideł i spłacić chytruska… Ty jesteś wolny, zaczynasz przygodę od początku a Chytry wydawca i tak jest wygrany bez względu na charakter rozłąki. Długo się zastanawiałem nad tytułem do tego wpisu, i właśnie Chytry wydawca wydaje się być najbardziej trafny. Akurat w takiej relacji między Artystą a wydawcą nie ma rozwiązania typu Win-Win.

Wracając do pytania, czy rzeczywiście potrzebuje wydawcy?

Kiedy trafisz na chytruska to NIE, osoby z małym doświadczeniem mogą mieć problem z weryfikowaniem takiego Chytruska, wszystko na początku wygląda super, a okres męki z chytrusem może trwać i trwać a Ty tracisz tylko czas i energię a tego typu doświadczenie może sprawić, że 3 razy zastanowisz się, czy chcesz kontynuować tego typu przygodę no i z kim? Oczywiście mam na myśli produkcję muzyki.

Nieskromnie się chwaląc PIBEEP to rozwiązanie, z którym nie potrzebujesz się wiązać na stałe, a zbudowane przez nas zaawansowane mechanizmy automatyzują wiele procesów. Sam zarządzasz swoją twórczością, sam decydujesz ile chcesz pracować z PIBEEP i masz pełne, podkreślam PEŁNE prawa autorskie, majątkowe i do własnego wizerunku. 

Jeżeli nie chcesz współpracować z PIBEEP. Jesteś na etapie poszukiwań wydawcy, zanim podpiszesz umowę, skonsultuj ją z prawnikiem i podpisz ją świadomie 🙂